Płomień
Zadyszany Tasznik skinął głową, wycierając miecz z krwi dopiero co zabitego Rębajca. Był moim rówieśnikiem. Równy mi wzrostem i posturą, choć w sądach pochopniejszy i do swar bardziej skłonny. Dla niego także ucieczka była ujmą, lecz, podobnie jak ja, poddany był całkowicie klątwie posłuszeństwa.
- Jestem gotowy - odpowiedział ojcu. - Pójdziemy przez Susłowe Wzgórza, a potem...
Nagle Tasznik przerwał i odepchnął mnie, prawie powalając na ziemię. Kątem oka spostrzegłem grot włóczni tnący powietrze tuż przy mojej skroni. Obróciliśmy się wszyscy w kierunku napastnika.
Rębajcy zwykle są licho odziani w łachmany z lnu i kozich skór. Często noszą kościane naszyjniki. Ozdoby z żywicy nigdy ich nie interesowały. Zrujnowali swój kraj i wszelki łupieżczy wysiłek kierowali na zdobycie pożywienia.
Ten człowiek był jednak zupełnie inny. Wyższy od każdego Rębajca o głowę i o wiele potężniejszy. W czarnej kolczudze. Wszystkie stawy chronione żelaznymi płytami. Na głowie kupalin zwieńczony grzebieniem z piór orłana, a w ręku czerwony od krwi półtorak. Wichman Popielnik! Choć tylko z opowieści, znali go wszyscy.
Jego drużyna zwała się Popielne Szeregi, albo po prostu Popiołcy. Mówi się, że przybyli na ziemie Rębajców ze wschodu, zza Miedzianych Gór, gdy posadowieni na lichej i nieumiejętnie uprawianej ziemi Rębajcy zaczęli już przymierać głodem.
Przybysze znaleźli posłuch wśród tego ludu. Przynieśli Słowa, które zrozpaczeni Rębajcy chcieli usłyszeć: kto jest winny ich niedoli, kogo trzeba ukarać, a kto przyniesie dostatek i szczęście. W krótkim czasie Popiołcy stali się w widłach Trzcianki przywódcami i bezwzględnymi tyranami.
Przytłoczeni potęgą Wichmana staliśmy osłupiali. Tylko ojciec zachował tyle przytomności by działać. Siłą wepchną nas między chaty.
- Do Żaków! - rozkazał ponownie, odwrócił się i z wściekłością natarł na Popiołca.
- Ojcze! - chciałem krzyknąć, lecz przez mur posłuszeństwa przebił się tylko słaby głos. Tasznik odciągał mnie od płonącej osady, klucząc wśród zabudowań i zarośli. Oddalaliśmy się od zgiełku bitwy, a z każdym krokiem tumult stawał się coraz cichszy.