Na północ i zachód
Tasznik pewnie wybierał drogę, jakby już wcześniej się do niej przygotował. Była głęboka noc, gdy osiągnęliśmy Leśne Rozstaje. Tu, na polanie otoczonej zewsząd gęstym borem krzyżowały się ścieżki wiodące z południa Półwyspu ku Manowcom i ze wschodniego na zachodnie wybrzeże. Polanę zapełniała skupiona przy ogniskach, przerażona ciżba uchodźców. Były tu kobiety i dzieci z wiosek zachodniego wybrzeża: z Okonków, Szumiejów i Trzech Chat. Byli ci, którzy zdołali ujść z życiem z Opola i Żupników. Widziałem także wyczerpanych ucieczką mieszkańców południowych osad. Cały kraj w rękach wroga !
Z tłumu wyłowiłem znajomą twarz woja z Chmurników.
- Nawrot! - krzyknąłem.
- Sława! - odpowiedział, odwracając się w naszą stronę. - Radość, że widzę was w zdrowiu !
- I my się cieszymy, żeś cały. Jakie masz wieści ?
- Wygląda, że Rębajce wkroczyli straszną liczbą. Wylądowali na wschodzie i południu. Posuwają się wzdłuż wybrzeży i traktów. Tutaj także dotrą lada chwila. Mam rozkaz kierować wszystkich na północ, na Manowce. Ruszycie z nami ?
- Idziemy do Żaków, taka wola ojca.
- Ano, wola rodziciela rzecz święta, ale niech was Bogowie mają w opiece, jeśli Rębajcy i tam się dostaną. Nie będziecie już mieli gdzie uchodzić.
- Nie gadaj bzdur! - wtrącił trzeźwo Tasznik. - Żeby zająć cały Półwysep musiałoby ich być ze dwadzieścia tysięcy. Całe ich zaplute plemię tyle nie liczy.
- Obyś miał rację. - Nawrot przez chwilę patrzył na Tasznika badawczo. - Niech wam los sprzyja. Ja muszę ludzi na północ poprowadzić. - Pożegnał się i odszedł w tłum uchodźców. I my, po krótkim odpoczynku, przecięliśmy północny szlak uciekinierów, na powrót zanurzając się w las. Do Żaków nie było już stamtąd daleko.