Więcej nas, niewiedzących
Na miejsce dotarliśmy skoro świt, cały dzień i noc od początku marszu. W Żakach panował spokój. Wydawać by się mogło, że wojna, jaka przetacza się przez Półwysep to tylko zły sen. Choć jednak miejsce to było jeszcze wolne od najeźdźców, to wieść o nich dotarła i tu, burząc spokój na twarzy starego Biedrzeńca, żercy, który wyszedł nam naprzeciw.
- Jesteście. To dobrze. - Kapłan poklepał mnie po ramieniu. - Witlicz was pozdrawia.
- Żyje! - ucieszyłem się.
- Tak, chociaż ranny. Uszedł z życiem spod miecza samego Wichmana! Jest w osadzie mędraków, razem z twoją matką i siostrami.
- Pójdę do nich !
- Nie pójdziesz! - odparł Biedrzeniec. - Znasz wolę ojca. Posłuchaj mnie, a dowiesz czego od ciebie oczekuje.
Stary żerca przywołał dwóch stojących nieopodal młodzieńców. Niższy, bardziej krępy, nosił szarą bluzę i płaszcz. Na szyi zawieszoną miał kaptorgę z ziołami - znak ucznia żerców. Wyższy, z blond włosami i czarną, skórzaną kurtką był z kolei przeznaczony na mędraka.
- Poznaj Krokosza, mojego ucznia i Świetlika, którego przysłał tu twój znajomy Chmiel. Będziecie przez jakiś czas towarzyszami podróży.
- Podróży? - Wydawało się, że wszyscy wiedzą, jaki los mnie czeka, a ja, bezwolna kukła spełniam tylko ich życzenia.
- Nie sroż się. Wiem, że to trudne być posłusznym, gdy nawet nie wiesz jakiemu celowi służysz. Ale tak musi być, aby nasza sprawa miała szansę powodzenia. Każdy z nas wie tylko tyle, ile musi. Tasznik został pouczony, aby cię bezpiecznie tu dostarczyć. O dalszej podróży nie wie nic. Świetlik i Krokosz także mają swoje zadania, o których muszą milczeć.
- Ale ty wiesz... - pomyślałem. - Pamiętam jak siedzieliście z ojcem, Chmielem i Kuklikiem - wujem Tasznika w naszej rodowej siedzibie. Całymi nocami, w zamkniętej izbie paliło się światło. Matka, ilekroć próbowałem podejść do zatrzaśniętych drzwi odciągała mnie i z tajemniczym uśmiechem mawiała "jeszcze nie", "przyjdzie czas, gdy dowiesz się wszystkiego".
- Dla was wszystkich - ciągnął Biedrzeniec - przeznaczone jest przesłanie. To co robimy czynimy aby ratować Żywiczów, bo nasz lud jest na skraju wytępienia. Wiedzieliśmy, że Rębajce w końcu zniszczą Półwysep. Wiedzieliśmy także, że nie mamy sił, aby się im przeciwstawić. Dlatego od lat przygotowywaliśmy plan, którego i wy będziecie narzędziami.
Spojrzałem na oblicza moich przyszłych towarzyszy. Tasznik, Świetlik i Krokosz na twarzach wymalowaną mieli ciekawość, ale i trwogę. Pociągała ich wyprawa, a równocześnie niepokoiła odpowiedzialność, o której mówił Biedrzeniec. I jestem pewien, że podobnie jak ja, nie mieli pojęcia co naprawdę się dzieje.
- Popłyniecie natychmiast - kontynuował żerca. - Wojsko Rębajców stoi w Rybitwach. To nie więcej niż godzina drogi. Jeśli tu przyjdą, nikogo nie zostawią przy życiu.
- Dokąd mamy płynąć? - zapytał Świetlik.
- Najpierw na Mrocznicę. Tam przygotowano wszystko, czego będziecie w drodze potrzebować. Wsiadajcie do łodzi.
Poczekał, aż wszyscy czterej usiądziemy i chwycimy za wiosła, po czym bosakiem odepchnął korab od drewnianej palisady nabrzeża.