Wieczorem
- Jedz, pij, nie żałuj sobie. - Ciernik nieustannie dolewał mi miodu, a jego żona, równie jak on pulchna Wężynka dokładała nowe porcje jadła. - Przyjdzie jeszcze tobie daleką drogę przejść.
Zaczynało mnie to już drażnić. Oto kolejny człowiek, który zdaje się znać moje zadania lepiej ode mnie samego. Jak daleko sięga ten spisek ?
- Jeśli dobrze znam twego ojca, nie jesteś pewnie zorientowany co się dzieje? - Zaśmiał się widząc moje zakłopotanie. - Tak myślałem. Biedrzeniec też pewnie niewiele wyjawił. Dowiedz się zatem, jak widzimy sprawy z naszego miejsca.
Ciernik kolejny raz wypełnił mój dzban miodem, a Wężynka dołożyła kolejną porcję wędzonej makreli z koprem.
- Niech cię nie zmyli obfitość jaką u nas widzisz. Zawsze udawało nam się z Białej Wody uzyskać wiele, a i z przydomowych ogródków mnóstwo dobra trafiało na stoły. Było tego tyle, że nie musieliśmy się trudzić codziennym rzemiosłem. Wymienialiśmy z Bagieńcami focze skóry i sadło na futra, a od Dąbrowców za wodorosty i brunatnice dostawialiśmy wszelkie owoce leśne. Ten piękny naszyjnik z czerwonej żywicy, który nosi Wężynka przywiozłem od was, z Półwyspu. Najczęściej jednak handlowaliśmy z Nurtowcami. Wiadomo, ich ziemia największa i najbogatsza. Brali od nas wszystkie owoce Białej Wody płacąc tym lepiej, im rzadsze i dziwniejsze były. W zamian dostawaliśmy wszystko, co było do życia potrzebne.
Ciernik przerwał na chwilę by nabić fajkę machorką. W tym czasie Wężynka postawiła przede mną kolejne danie, tym razem raki w winnym sosie. Tak bogato nie jadłem chyba nigdy.
- Od paru lat nasz naród nie jest już tak zasobny. Pogoda nie sprzyja dalekim wyprawom. Ławice trzymają się niebezpiecznych wód.
- Nie widać u was tego - zauważyłem, niemal wmuszając w siebie ostatnie kęsy raczego mięsa.
- Mówiłem, niech cię nie mylą pozory. Potrafimy się obronić przed ubożeniem ławic i innych zasobów dzięki doświadczeniu. Ale to co dotychczas przeznaczaliśmy na wymianę musi lądować na naszych stołach, bo sąsiedzi cierpią z powodu pogorszenia aury o wiele niż my bardziej. Bagieńcom głód w oczy zagląda, Dąbrowcy zamykają się w swym lesie, a u Nurtowców lada dzień bratobójcza wojna się rozpocznie.
- Mój kraj właśnie ginie od miecza Rębajców - nie wytrzymałem - a wy tu tęsknicie za dobrym tytoniem, miodem i kosztownościami z żywicy...
- Kiedy będziesz starszy - odpowiedział spokojnie Ciernik - nauczysz się nie kierować emocjami w rozmowie. Półwysep jest w niewoli właśnie z tej przyczyny, że wasi Starsi nie chcieli widzieć rzeczy, o których ci przed chwilą opowiadałem. Rębajcy najechali wasze ziemie nie dlatego, że to źli, niegodziwi ludzie. Zrobili to, bo nie mieli innego wyjścia. Zrozumiesz to z czasem.