Przez sen
Wkradając się w sen, który jeszcze nie do końca ustąpił, dotarły do mnie niewyraźnie odgłosy panującego na zewnątrz tumultu. Ktoś szarpał mnie za ramię. Przez narastający zgiełk przebił się mój własny głos:
- Rębajcy! - zerwałem się zlany potem. Powoli docierało do mnie, że to tylko śnił mi się koszmar minionych wydarzeń. Nade mną stał strapiony Ciernik:
- Już dobrze, to tylko Mara. - Otworzył okiennice, przez które wdarł się słaby jeszcze blask świtania. Usiadłem na brzegu łóżka przytomniejąc powoli. Wężynka krzątała się w drugiej izbie przygotowując prowiant.
- Bestie podeszły z Dzikich Wzgórz, to dobry moment na polowanie. Idziemy całą maszoperią. - Ciernik odwrócił się i spojrzał na moją broń. - Podobno niezły z ciebie myśliwy. Chcesz pójść z nami ?
Skinąłem głową. Ubrałem spodnie, koszulę i buty. Na plecy kołczan i łuk. Z mieczem w garści wyszedłem za próg chaty.