Żagle
Przyszedł w końcu dzień, który przyniósł kolejnego wyczekiwanego gościa.
- Jelec wraca! - zawołał jeden z czujnych wypatrujących zdarzeń z nadbrzeżnej latarni.
- Jelec? Kto to? - zapytałem Ciernika.
- To przyjaciel, starszy zachodniej maszoperii - odpowiedział wyraźnie uradowany szyper. - Popłynął ze swoją flotą po Bagieńców. Zobaczysz teraz, że nie na darmo tyle zapasów zbieraliśmy.
Na widnokręgu rosły w oczach dziesiątki białych punktów przybierając szybko kształt żagli. Coraz wyrazistsze stawały się kształty łodzi, a na ich pokładach coraz wyraźniej odznaczały się sylwetki ludzi. Prowadząca łódź dobiła do brzegu. Ciernik i, jak się domyślałem Jelec, serdecznie uścisnęli sobie dłonie. Ja także byłem uradowany. Jako drugi z łodzi zszedł nie kto inny tylko Świetlik.