Zdrada daleko i blisko
- Tak, kto światły ten powinien wiedzieć - mówił spokojnie Biedrzeniec - że nie tylko my swoich wysłanników na wschód wyprawiamy. Także i wśród nas są tacy, którzy o wszystkim wrogów powiadamiają.
Zebrani zmieszani spoglądali po sobie ukradkiem, gotowi przysięgać na największe świętości i zapewniać o czystości zamiarów.
- Niech się wśród nas nie wkrada zwątpienie - uspokajał Biedrzeniec. - Nikogo z tu obecnych podejrzewać nie ma powodu, a szpiegowania niższych stopniem uniknąć się nie da. Bądźmy zwyczajnie czujni, a złapanych, dla przykładu srogo ukarzmy..
- Słusznie - przytaknął Mszar. - Róbmy, co do nas należy, a los obdarzy tym, co sądzone. Wspomniałeś jednak, że to Popiołcy opętali waszych Starszych. To mocne słowa....
- Mam jednak dowody, na ich prawdziwość. - Ojciec, jak zwykle nie wyjawiał wszystkiego. - Nie wszyscy ze zdrajców, o których mówiłem zostali ukarani. Popiołcy długo penetrowali Półwysep, sącząc swe niegodziwości do wielu chętnych uszu. Chcieli zapanować nad naszymi umysłami tak, jak nad Rębajcami. Napsuli wiele krwi i zdobyli cichych stronników. Wśród nich byli także i Starsi. To oni gniew przeciw zdrajcom obrócili w żądzę mordu. .
- Chcesz powiedzieć - zapytał jeden z wojów - że gdy dojdzie u Nurtowców do walnej bitwy, możemy przeciw sobie mieć i Żywiczów?!
- Oby nie! - Ojciec spojrzał na mnie poważnie. - Obyśmy nie musieli bratniej krwi przelewać.