Kultura Zarubiniecka
Mówią na to "kultura zarubiniecka". To podobno kultura dawnej słowiańszczyzny, biorąca nazwę od szczepu co się zwał Zarubińce. Kultura zarubiniecka znaczy: rób co musisz i nie dziw się, że inni robią co muszą. Myśl i sądź swoje, ale pamiętaj, że inni myślą swoje inaczej. Czegoś takiego, pomieszania ludzkich wrażeń i emocji, doświadczaliśmy właśnie teraz.
W Ujściu i okolicznych przystaniach nasi woje gotowali się do rozprawy. W niezliczonych gospodach i tawernach Lewobrzeża raczyli się trunkami i ginęli w objęciach niewiast, kuszeni ich błyszczącymi kabłączkami.
Hałas tych uciech docierał do piwnicy gospody pod nazwaniem "Sukow, dziedzice Szeligi" przytłumiony, ale wyraźnie kontrastujący z nastrojem w pomieszczeniu. Wśród mroku i wilgoci podziemia blask żelaza, którym męczono Jelca oświetlał twarze świadków.
Zrozpaczony Ciernik, patrzący na cierpienia przyjaciela powstrzymywał łzy. Na twarzy bosmana Mirka smutek odzwierciedlał zachwianie nadzieli w zjednoczenie Słowian. Biedrzeniec, zafrasowany, modlił się o duszę zdrajcy. Ojciec stał, z pozoru niewzruszony, rozumiejąc nieuchronność wydarzeń. Pozostali, w tym i ja, byli najzwyczajniej przerażeni.
Najstraszniejsza była jednak twarz Tasznika. Zimna, bez emocji. Twarz kata wypełniającego perfekcyjnie i bezdusznie swą misję. To był twarz obcego człowieka. Czy można się tak zmienić w kilka tygodni?!
- Wybacz Witliczu mą samowolę - Tasznik odezwał się głosem pozbawionym uczucia - lecz dałeś mi u Nurtowców władzę pełnomocnego wysłannika Żywiczów i tej roli muszę być najpierw posłuszny. Przystawił rozżarzony pręt do boku Jelca, dręcząc go ciągle o to samo:
- Kto jeszcze?!