Leśni Słowianie
Dąbrowcy. To dopiero był osobliwy naród! Wyłonili się z puszczy o świcie. Nie ostrzegli w żaden sposób o swoim przybyciu, także wieśniacy mieszkający na zachodzie, tuż pod lasem, donieśli w pierwszej chwili o ich najeździe. Gdy wysłani naprzeciw zwiadowcy napotkali czoło kolumny Leśnych Słowian stanęli jak wryci.
Oto ich oczom ukazali się żołnierze obrośnięci mchem, jemiołą i hubą. Zbliżali się powoli, niepewnie czując się w otwartym terenie. Dopiero, gdy podeszli bliżej okazało się, że to co wydawało się leśnym poszyciem porastającym ubrania, było jedynie sprytnym przebraniem, o tyle zaskakującym, że skutecznym również na obszarze bezleśnym.
Gdy jednak przyjrzano się Leśnym Słowianom jeszcze bliżej, jedno zaskoczenie przerodziło się w drugie. Niemałą część przybyłych stanowiły niewiasty...
- Co tak wyłupiacie ślepia? Pierwszy raz widzicie białogłowy? - krótko ostrzyżona, czarnowłosa niewiasta ani myślała pozostawiać rozmowy mężczyznom.
- Sława, przyjaciele... - niepewnie odpowiedział jej drużynowy zwiadowców. - Witajcie na ziemi Nurtowców. Jestem Gniewko. Kazano mi was poprowadzić do kwater.
- Już ci ta ziemia Nurtowców! - zaczepnie odpowiedziała niewiasta. - Ale nie o Lewobrzeże przyszliśmy tu wojować. Jestem Witlicha, Najstarsza Szeptunka. Ze mną są szanowni: Kolczak, wódz Zachodniego Lasu i Krokosz wysłannik Żywiczów. Prowadź nas drogi Gniewko do kwater.