Kredowa Dolina
Towarzyszyłem ojcu, gdy o świcie kolejnego dnia, opuszczał Ujście odprowadzany przez zdziwione spojrzenia budzących się ze snu wojów i mieszkańców osady.
- Dlaczego uległeś przesądowi, ojcze? - zapytałem próbując dotrzymać mu kroku. - Przecież Starsi, zgodnie ze zwyczajem, tobie powierzyli dowództwo.
- Nie tylko władza dana przez Starszych pomoże nam wygrać, ale także i wiara prostego ludu. To przecież zwykli chłopi najbardziej w bitwie karku nadstawiają, nie ciężkozbrojni.
Dalszą drogę pokonaliśmy mijając zadbane, dobrze zagospodarowane wsie Nurtowców, pełne dóbr z całego świata i nieznające niedostatku. Tym dziwniejsze wydało się, gdy stanąwszy u bram Kredowej Doliny nie zastaliśmy w tym dogodnym przecież dla osadnictwa terenie żywej duszy.
- Czyżby ciągle zaraza? - pomyślałem na głos.
- Albo moc legendy odstrasza osadników - odpowiedział ojciec schodząc ze ścieżki. Szukał czegoś wśród skałek wyłaniających się u podnóża otaczających dolinę łagodnych, zielonych pagórków. - Dziwny tu zapach - zastanawiał się na głos. - Z tych szczelin czuć czosnkiem !
- Rzeczywiście - przytaknąłem. Skałki licznie występujące u podstawy pobliskiego wzgórza gęsto przecinały jamy, z których ów dziwny zapach się wydobywał. - Co to może oznaczać ?
- Pewnie nic - odpowiedział Witlicz. - Stańmy tu na nocleg. Za chwilę i tak nas ciemność zaskoczy.