Słowianie Barbarzyńcy
- Powiedziałeś nam wiele o tej krainie, lecz ani słowa o sobie. Kim jesteś? Skąd wiesz to wszystko ?
- Nie obiecywałem, że odpowiem na wszystkie wasze pytania. Kim jestem? Może kiedyś się dowiecie... lecz nie teraz. Teraz wasza kolej. Po co tu przyszliście ?
Spojrzałem na ojca. Zbierał myśli. Przecież do końca nie wiedzieliśmy, co zastaniemy w Kredowej Dolinie. Co możemy zyskać, a co stracić. I jeszcze ta legenda o naszych przodkach... Niełatwo było mądrze i szczerze odpowiedzieć:
- Jesteśmy potomkami tych dzikich Słowian, którzy zniszczyli dolinę - mówił ojciec, nie patrząc Starzykowi w oczy.
- Wiem o tym. Słowianie żyli tu jakiś czas, powielając młodzieńcze błędy poprzedników. Poznałem was od razu - Starzyk spokojnie pokiwał głową.
- Pochodzimy z północy, ze szczepu Żywiczów - Witlicz uspokajał gospodarza. - Nad Dłużnicę przybyliśmy razem z innymi ludami. Z wojskiem, by walczyć przeciw tym z drugiej strony rzeki. Musieliśmy to zrobić, bo wcześniej czy później oni, osada po osadzie, zniszczyliby nas wszystkich. Półwysep Żywiczów już jest spustoszony.
- Tak, wiadomo mi także o nadchodzącym starciu - przytaknął Starzyk, nie odrywając od ojca wzroku.
- Starsi sprzymierzonych wybrali mnie na naczelnika - ciągnął Witlicz, starannie ważąc słowa. - Lecz, jeśli prosty lud nie pójdzie za mną, obawiam się, że na nic zda się urząd powierzony przez dostojnych. Mówiono mi, że przybywając tutaj, mogę ich ufność zdobyć.
- Mądra to była rada. Możecie zyskać nie tylko cześć ludu Nurtowców, ale i przyjaźń stworzeń, które nazywacie półbogami. Idźcie na południe. Przed wieczorem dotrzecie do końca doliny. Tam znajdziecie kącinę. I Bielucha.