Ukryty wróg
Czy to z powodu niezwykłych właściwości jeziora czy dobitnie wypowiadanych przez Bielucha słów, oglądaliśmy w toni Czarnej Wody niewyraźne obrazy. Mimo, że nie rozpoznawaliśmy ludzi wiedzieliśmy, że skłębiony tłum odbijający się w tafli zbiornika to wojsko Żywiczów, Nurtowców, Bagieńców i Rybowców.
- To wasi bracia szykują się do walki - opisywał zmieniające się obrazy Bieluch.
Naprzeciw, równi liczbą, uzbrojeniem i wolą zwycięstwa stali Prawobrzeżni. Obie siły ruszyły na siebie z jednakową odwagą, równie głośną niosąc ze sobą wojenną pieśń.- Mówiąc bracia, mówiłem o mieszkańcach obu brzegów Dłużnicy - podkreślił Bieluch.
- Szaleństwo - szepnąłem, gdy krew ginących poczerwieniła cały obraz. - Wybijemy się do ostatniego... Nic na brzegach Białej Wody nie pozostanie.
- Nic? - Bieluch z powątpiewaniem spoglądał na ojca.
- Zostaną Popiołcy - głos Witlicza brzmiał, jak nigdy dotąd. Zwykle pewny, nieznoszący sprzeciwu, teraz sprawiał wrażenie głosu kogoś, kto przejrzał na oczy, budząc się z błogiego snu. - To za ich sprawą i dla ich celów ta wojna! Jeden Biedrzeniec to widział! Chciałem na równi siec Prawobrzeżnych i Popiołców, a Wichmanowi tylko o to chodziło !
- Ta wiedza to mój dar dla was. Więcej wam pomóc nie mogę - niedźwiedź spokojnie odwrócił się i zaczął odchodzić w głąb jaskini, choć na chwilę jeszcze przystanął:
- Idź do swoich Witliczu. Zrób dobry użytek z dzisiejszej nauki. Ty zaś, Zimowicie... - Bieluch zawahał się na moment. - Bądź cierpliwy. Może już niedługo przejmiesz od ojca ster losu...