Godny Słowianin
- Nie rób tego Witliczu! - Biedrzeniec błagalnie spojrzał na naczelnika. - Są przecież w naszych rękach! Twoje życie dla słowiańskiej wspólnoty więcej warte niż ten pojedynek może Ci osobistej chwały przynieść !
Ojciec pozbawionym wątpliwości głosem odpowiedział:
- Nie dla własnej sławy to robię, lecz właśnie by jedność i dumę Słowian podtrzymać. Jeśli nie stanę z bronią tu i teraz... Zawsze, gdy obcy będą z ust jad sączyć, nasze kolana same będą mięknąć, a plecy do ukłonu się zginać !
Witlicz zrzucił płaszcz i poprawił pancerz. Odrzucił zbędne teraz znaki wodzowskiej władzy na bok. Opancerzony od Omotnika nie gorzej, ciągnął myśl, lecz już głośniej, by go poddani słyszeli:
- Nie ma dla wodza innego sposobu, jak tylko co i rusz udowadniać swą godność. Inaczej w gnuśności i pysze się pogrąża. Chcę przeciw temu łgarzowi stanąć, abyście widzieli, że walczyć z nimi można i trzeba. Że jeśli dalej chcemy żyć godnie, to innej niż walka drogi nie ma! Że celem naszym jest ich jadowite gęby na zawsze zamknąć i do ostatniego Popiołców wytępić !
Naczelnik spojrzał z nienawiścią na Omotnika. Czarny odpowiedział tym samym, jeszcze silniejszych uczuciem. Rzucili się ku sobie, krzyżując miecze już w pierwszym kroku.