Jeńcy
- Więcej jest tajemniczych spraw, które się za tym dziwnym ładunkiem kryją - powiedział Tasznik, który spóźniony dołączył do spotkania. - Przepytałem o to pojmanych możnych ze stolicy. Później jednak wam o tym opowiem. Wypada, abym naczelnikowi, gdy ozdrowieje, pierwszemu zdał sprawę z ustaleń. Tymczasem musimy uzgodnić, co z jeńcami...
- Musimy ich dobrze traktować! - szybko odpowiedział Mirko. - Tego by sobie życzył Witlicz. Przecież to Słowianie !
- Tak też się dzieje - zgodnie skinął głową Tasznik. - Trzeba jednak umyślić, co dalej z nimi.
- Część być może zechciałaby do nas dołączyć? - zastanawiał się Mirko.
- Z pewnością. Wielu, których tu pod strażą trzymamy zostało do Włościan ściągniętych przemocą. Prawobrzeżni obawiali się powstań na tyłach swych stanowisk, dlatego wszystkich niepewnych chłopów skupili tutaj. O tych możemy być spokojni, to sojusznicy i będą nam przyjaciółmi.
- A co z tymi, którzy tu z własnej woli? - zapytał Kolczak.
- Tych radzę przebadać każdego z osobna. Znane wszystkim są waśnie między Żywiczami, a Rębajcami oraz miedzy lewo i prawobrzeżnymi Nurtowcami. Niedobrze, gdyby te sprawy miały wpłynąć na ocenę. Wielu z jeńców jest tu za sprawą jadowitego języka Popiołców, wielu wygnanych przez głód. Są i tacy, którzy pozostaną nam wrogami na zawsze. Osobno też trzeba przyjrzeć się najbliższym towarzyszom Omotnika. A to jeśli pozwolicie uczynię sam.
Zebrani nie odpowiedzieli. Widzieli dobrze, co to znaczy dla tych nieszczęśników, lecz nic nie odpowiedzieli. Daleką drogę przeszedł Tasznik od początku zawieruchy...