Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Kto pamięta Świetlika?

Lubili go tutaj w Zaciszu i Hobolu. Już od lat jego sława rosła we wszystkich zakątkach rozwiniętych krajów. Ruszył z Grodnicy i kto wie, może kiedyś urośnie w sławę na tyle, że i władcy w samym Stargardzie będą go przyjmować? Kto wie...

Biwak kazał rozbić u stóp skalnej ściany, która wzbijała się wysoko ponad sąsiednie. Zębatka - tak ją nazywali. Na jej szczyt wiodła tylko jedna droga. Wąska ścieżka. Zwodnicza i niebezpieczna. A na jej końcu...

Byli nie dalej niż dwa dni drogi na północ od Grodnicy. Świetlik i czworo młodych. Nawet nie zawracał sobie głowy ich imionami. Nie pierwsza to wycieczka dzieci możnowładców, którą wiódł w te strony. Płacili za przygodę, więc wiódł...

- Panie Świetliku? Damy radę zdobyć jutro pióro orłana?

- Jeśli przeżyjemy...

Świetlik westchnął. Gdy tylko poznał Grodnicę i jej rozwinięte warsztaty: parowe tłoki, miechy, koła zębate i kuźnie, od razy wiedział że tym chce się w życiu zajmować. Uczyć się i budować urządzenia ku pożytkowi człowieka. W młodości, wśród Słowian Białej Wody nikt takich rzemieślniczych zakładów nie stawiał, więc z musu został mędrakiem, co to - owszem - wiedzę pewną posiada, ale raczej w polowaniach i tropieniach jest dobry, niż w czym innym. Gdy tylko zobaczył rozwinięty świat od razu pokochał urządzenia, lecz chyba bez wzajemności.

Właściciele warsztatów co wartościowszą wiedzę tylko dla swoich synów trzymali, na uczelni też, jako "dzikiemu" nie bardzo mu ufano. Świat urządzeń pozwoliłby mu najwyżej zostać pomocnikiem, a i to nie na pewno. Już, rozczarowany niewdzięcznością rozwiniętego kraju miał wracać do Zimowita, aby mu w zbrojnej walce o ziemie dla Słowian pomóc, gdy Grodnica się nim nagle zajęła.

Może to robota ludzi Służby, którzy chcieli go tu z sobie znanych powodów zatrzymać? Może zwyczajne społeczne zjawisko? Trudno zgadnąć. W każdym razie zaczęli go nachodzić różni, aby ich, jako "nierozwinięty, w dzikim życiu doświadczony" prowadzał w różne miejsca. Oni nazywali je dzikimi, ale prawdę mówiąc to już pola wokół Szumiejów czy Trzech Chat były dziksze. Przecież to rozwinięty, od tysiącleci zaludniony kraj! Gdzie tu dzikości szukać? I po co?

Zdarzały się co prawda gdzieniegdzie jakieś rzadsze gatunki zwierząt, albo rośliny o cennych własnościach, ale kraj ten przez pokolenia ludzką nogą schodzony wielu tajemnic nie miał.

Do czasu. Przyszła wojna pod mury Grodnicy, na Rolę i wszędzie wokół tego bezpiecznego kraju niebo pociemniało. Nikt w jego granice nie wchodził, zbyt potężne były bramy, ale nocami mary już dusiły. Zaczęli się tutejsi miotać i czegoś szukać. Czego? Tego mu nie mówili. Obcemu przecież nie zdradzą. Jego zadanie to na miejsce zaprowadzić. Płacili wiec prowadził.

- Spać już idźmy - zarządził Świetlik. - Jutro o świcie ruszymy na szczyt.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później