Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pochodzenie Słowian

Słowa Powojnika o przodkach ludów Białej Wody. Spisane, by się plemion naszych niepamięci przeciwstawić i wielkość Sklawów, czyli Słowian odsłonić.

Pomstowałem już w innych Słowach na pamięci o przodkach naszych podłe traktowanie. Strzępy jedynie dawnych dni wśród opowieści i legend wszystkich szczepów pozostały, które podróżując i Starszych słuchając zebrać się starałem. Są też kurhany, mogiły, bogów posągi, polne baby i słupy graniczne, co o przeszłości świadczą i z nich takoż, jak z księgi dziejów czytać można. Oto więc przedstawiam, co wyłania się z lat dociekań moich.

Powiadają, że wszyscy Słowianie z brzegów Białej Wody, z jednego pnia się wywodzą, którego korzenie na wschodzie, w niezbadanym Zagórzu tkwią. Z tamtych to nieznanych obszarów przybył Chościsko, jak zgodnie legendy szczepów wszystkich głoszą, ojciec wszystkich Słowian. Co go nad spokojnej wybrzeże Białej Wody przywiodło, na to już różne odpowiedzi. Jedni powiadają: zepsucie obyczajów do szukania nowych ziem go skłoniło, inni wspominają o kłótni wielkiej o panowanie nad wszystkimi Słowianiami. Najwięcej jednak jest podań o najeździe Szerszeni, ludu, co podobnie jak stworzenia, którym nazwanie zawdzięcza w mordowaniu jest niestrudzony. Dzikiemu owemu szczepowi ulegli wszyscy co na świecie mieszkali: starożytni Ellanowie, waleczni Romanowie i przodkowie nasi - Słowianie, którzy naonczas pod jednym wodzem zjednoczeni byli.

Po wielkich bitwach przegranych rozpierzchły się niedobitki wolnych ludów świata, po niedostępnych krainach obierając kryjówki. Tak uczynili i Słowianie, których wielu do starożytnych siedzib powróciło, część w górskim kraju Zacisze bronić się postanowiło, szczep zaś Chościska na zachód, za Góry Miedziane się udał i nad Białą Wodą osiadł.

Choć wielce przychylny takiej chwalebnej ludu naszego przeszłości przyznać muszę, iż legendy to tylko. Ile w nich prawdy powiedzieć nie potrafię. Pewne, że Chościsko ze wschodu przybył, przez przełęcz, dziś Przełęczą Czcibora zwaną, przeszedł. Wiele się nowym krajem nie nacieszył, choroba go bowiem zmogła i legł w mogile u stóp Gór Miedzianych, której Nurtowcy z czcią doglądają.

Dalsze losy Słowian w rękach trzech synów Chościska spoczęły. Najstarszy i najmocniejszy był Miecz, który rządził sprawnie, lecz okrutny w swych sądach bywał, a do tego nikt u niego posłuchu nie znajdował. Gniewało to srodze wielu jego współplemieńców. Młodszy był Mirko, szacunku pełny dla świętych dębów, bagien i bogów jeziora. Zdawał się roztropniejszy od pierworodnego syna Chościska, lecz nie dorównywał mu potęgą. Nie mogąc do ładu z Mieczem dojść odszedł ze swymi zwolennikami dalej na zachód. Najmłodszy z braci, Sławko, długo przy boku Miecza pozostawał, żywiąc nadzieję, iż ten złagodnieje z czasem i ludowi swemu swobody więcej udzieli. Wigor swój budowaniu kraju przeznaczał: osadom nowym, drogom i przystaniom rybackim. Wiele sił temu poświęcał, na swoje bogactwo i sławę nie zważając, czym ludu miłość sobie zjednywał, a u Miecza zawiść wzbudzał.

Obawiając się o siłę władzy swojej zebrał Miecz wojów i wolności Sławka wraz przyjaciółmi najbliższymi pozbawił. Wielce to poddanych rozsierdziło, którzy tłumem wielkim u bram warowni Miecza stanęli i wolności dla Sławka zażądali. W tym czasie także poplecznicy Miecza, których pośród wojów i kupców niemało, siły zbierać rozpoczęli. świadomi, iż kraj na progu wojny bratobójczej stoi Miecz i Sławko ustalenia poczynili. Sławko na północny brzeg jeziora się uda, łodzie, prowiant i niezbędne sprzęty otrzymując. Kto z ludu wolności pragnie za nim podążyć może. Wielu tak uczyniło i tak stał się Sławko ojcem ludów północnej Białej Wody.

Po Mieczu, Mirku i Sławku trzecie już pokolenie naczelników nastało, którzy początek dzisiejszym szczepom i ich rodom panującym dali. Najlepiej, co wiadome, poznałem historię potomków Sławka, dalekiego mojego pradziada, co na półwyspie Żywicznym osiadł. Na Półwyspie zastał Sławko kraj żyzny, w zwierzęta bogaty i bezpieczny, bo zewsząd Wielkimi Moczarami otoczony. Pierwszą osadę Trzy Chaty nazwano i w tym miejscu dwaj synowie Sławka się narodzili. Starszy był Piastun, który żywicę, bogactwo ludu naszego, dla świata odkrył. On to stał się Żywiczów protoplastą, za pośrednictwem wielu pokoleń Piastunów moim także dziadem.

Młodszy syn, Czcibor, okrutnego doświadczył losu. Wielce żywotny był to młodzieniec, odważny i bystry do naczelnika roli stworzony. Szanował jednak starszeństwa prawo, powędrował więc na północ własnego kraju szukać. Na Manowcach jednak odpowiedniego miejsca nie znalazł, bo okolica to uboga, o złym powietrzu i tylko zioła tam rosną obficie. Wiele lat zmagał się Czcibor z glebą jałową, chorobami i brakiem bogactw i mimo talentu swojego pomarł bez sukcesu. Dziś kurhan Czcibora na Manowcach przestrogą jest żądnym przygód młodzieńcom.

Inaczej u potomków Mirka, co na zachód przed Mieczem uszedł, dzieje wyglądały. Mirko daleko, za dąbrową gęstą siedzibę obrał. Tam trzech synów spłodził, których w szacunku dla natury wychował, co do dziś w potomkach ich widać. Syn najstarszy, Siemowit, Rybakiem zwany po ojcu dziedzinę przejął. Lud ten w zgodzie z wodami jeziora żyjąc obfite jego skarby w nagrodę otrzymywał i odtąd zwał się Rybowcami. Drugi z braci, Miśko Błotniak, choć na niegościnną ziemię się udał, to losu Czcibora Sławkowica uniknął i dał początek Bagieńcom. Najmłodszy z synów Mirka był Lestek, co młodość w żerców kompanii spędzał. Ci go szacunku dla świętych Dębów nauczyli i gdy przyszło Lestkowi swój kraj zasiedlić, ten na wschód do lasu wielkiego się udał i plemię Dąbrowców założył.

Najdziwniejsza historia toczyła się przez niesławnego Miecza ziemie. Miał on dwóch dziedziców, którzy ojcu dorównywali okrucieństwem, lecz już nie rozumem. Każdy z nich naczelnikiem po śmierci ojca chciał pozostać zbrojne hufce przeciw bratu zbierał. Daniny na wojnę wielkie naznaczyli, a często bywało, że osady obu zwaśnionym płacić musiały. Do tego palili zbrojni bezlitośnie i mordowali wsie całe, jeśli tylko ktoś szepnął, że drugiemu księciu sprzyjają.

Zebrali się wtedy Starsi z całego kraju Nurtowców i uradzili obu przeciwników wygnać. Lud, który dość miał pożogi chętnie, w wielkiej liczbie za Starszymi ruszył i gładko skłóconych książąt pokonał. Skutkiem tego obaj bracia na północ uchodzić musieli. Starszy, Przemysław, w niedalekiej buczynie osiadł. Tam z wiekiem rozważniejszy się stał i dał początek Bukowcom. Młodszy - Grzybowit jeszcze dalej spokoju zaznał. Przekroczywszy Trzciankę zasiedlił stepowy półwysep, co między Bukowcami, a Białymi Błotami się rozciąga. Z początku lud ten Uspokojonym się zwał, lecz inne był jego przeznaczenie. Jak na Manowcach i u Bagieńców ziemia tam nieprzyjazna osadnikom. Nie podążyli jednak potomkowie Grzybowita śladami Czcibora, co budować chciał, ani Miśka Błotniaka, co cześć bagnom oddał. Rębajcy, bo tak szczep ten nazywamy, złość swą za niedolę przeciw sąsiadom obraca po dziś dzień, krzywdy im wielkie wyrządzając.

Wszystkie te wieści z ciekawością zbierałem, jednak w to, co po wygnaniu Przemysława i Grzybowita w dziedzinie Miecza się wydarzyło, uwierzyć trudno. Mieszkańcy ujścia i środkowej Dłużnicy, podhala Gór Miedzianych i Bukowych Pól dość mając wodzów okrutnych zamierzyli sami się rządzić. Każda z osad wybrawszy najzacniejszego spośród siebie posłała go do stołecznego grodu, by wraz z innymi Starszymi, przez Wiec, głosów przewagą o losach kraju decydować. Choć zaiste sposób na rządy to przedziwny (bo przecież Wiec tylko wyrażaniu woli służyć powinien, a Starsi winni decydować) )wydaje się Nurtowcom służyć. Po dziś dzień plemię to wśród Słowian najliczniejsze, najmocniejsze i najmądrzejsze, choć po prawdzie wyniośli są i kompanii ich znieść nie sposób jeśli kto cierpliwością nieobdarzony.


powrót do góry ---